Witajcie,
Przypadkowo natknąłem się na ten wątek i chciałem się z wami podzielić swoją robotą.
Jako słowo wstępu chciałem przekazać ukłony dla wszystkich majsterkowiczów, amatorów, profesjonalistów i ludzi czynu i jako słowo wsparcia aby nie bali się rozwijać swoich zainteresowań, pasji i próbowali naprawiać swoje samochody samemu. Nie sztuką jest oddać auto do warsztatu i wyłożyć ileś tam $$ - sztuką jest zrobić samemu, mieć cholerną satysfakcję i sporo się nauczyć. - Np. ja przy moim Ojcu, (mechaniku samochodowym) jestem praktycznie zielony w temacie mechaniki samochodowej, ale staram się sam robić praktycznie wszystko na tyle na ile się da bez profesjonalnych narzędzi (wiadomo sam planowania głowicy nie zrobię lub szlifu tłoków). Ale róbmy, uczmy się i działajmy :D
W połowie listopada 2022 postanowiłem zrobić własnoręcznie konserwacje podwozia w Rav4 z 2020 - na tyle na ile mogłem i umiałem.
Chciałem zdążyć przed zimą bo widziałem już oczami wyobraźni (i po tym jak naoglądałem się na YT "stacja konserwacja" ;D ) że rude czai się za plecami. Po zdobytych już wcześniej doświadczeniach w zabezpieczeniu z moją pierwszą Corollą E11 z 2001 stwierdziłem, że każde zabezpieczenie podwozia będzie lepsze niż jego brak. I nie myliłem się - Corolla miała oczywiście już pewne wykwity (tym bardziej że niestety miała sporą przygodę) a położyłem jedynie zwykły baranek Novola + miejscami Polski Bitex. - Sprzedałem ją rok temu, możecie uwierzyć lub nie ale bez dziur większych w podwoziu (lekko przy krawędzi podłogi z przednimi kołami było widać ze niestety ruda żarła.
Jako że Rav jest dużo nowszym samochodem to i moje podejście tym razem było już zupełnie inne. Dużo czytałem, analizowałem i oglądałem o zabezpieczeniu antykorozyjnym - przez kilka miesięcy, wieczorkami, w wolnych chwilach.
Jedynie chciałem się z wami podzielić moją pracą to nie oznacza ze wykonałem ją dobrze (pewnie spartoliłem w oczach profesjonalistów "kto to Panu tak spi...ł") ale nie przejmuje się - dla mnie jest w miarę ok i na zimę dało radę.
Wszystkie osłony od spodu zdemontowałem.
Kupiłem farbę okrętową Masterbond dwuskładnikowa z utwardzaczem + pędzel i tydzień pracy po dziennej pracy na etacie. - Łapy i kark czułem nieźle bo gęsta to farba była

, musiałem też zainwestować w maskę 3M z pochłaniaczami opar chemicznych pomimo otwartego pomieszczenia.
Jak już wszystko solidnie pomalowałem, wahacze od spodu i na ile łamałem sobie rękę w 3 miejscach to i od góry.
Kolejnym etapem było położenie masy natryskowej Forch K128 + Pistolet na kompresor (stary z Lidla max 8bar) + tydzień pracy.
Jedynie miałem ZONKA bo nie okleiłem taśmą gwintów od osłon i musiałem się trochę namęczyć żeby je przykręcić.
Aha złącze do baterii potraktowałem woskiem do profili zamkniętych bo po zdjęciach z neta i afery w stanach "cablegate" nie mogłem zasnąć xD.
W niedalekiej przyszłości muszę wpuścić wosk do profili zamkniętych w różne miejsca ale niestety dzień ma tylko 24 godz.

Jak widzicie nie zdejmowałem wszystkich elementów bo bym tego nie poskładał

ale wszędzie gdzie w każdą szparę dałem radę podejść pędzlem to malowałem grubo.
Jeśli macie pytania to walcie śmiało
Pozdrawiam wszystkich.