Po cichu liczę, że objawy są na tyle typowe, że ktos mnie naprowadzi z czym chociaż mniej więcej może być problem :D
Corolla 1.4 w benzynie 2002. Jezdżona na krótkich trasach do pracy. W piątek wszystko ok, cały weekend stała, w poniedziałek pojechała do pracy, a przy powrocie się zaczęło...
Najpierw odgłosy takiego jakby dudnienia z tyłu. Zabrzmiało to trochę jakby latała ta półeczka nad przestrzenią bagażnika. Po jakimś czasie znów. I znów.
Potem doszły mrożące krew w żyłach odgłosy ewidentnie z podwozia. Niby huki, niby dudnienie.
Na koniec doszło jakby takie tarcie czy też szuranie.
Mając na uwadze dotychczasowe doświadczenia pomyślałem, że urwał się tłumik i go wlokę za sobą, wszystko by pasowało. Jadąc 5km/h na godzinę dotoczyłem się na miejsce parkingowe, z duszą na ramieniu patrzę jak wygląda podwozie, no i... Wygląda najzupełniej zwyczajnie. Na pewno nic nie zwisa tak by trzeć o jezdnię jak jadę.
No i nie wiem w ogóle w jakim kierunku myśleć. Na pewno odpada kwestia silnika, on zapala zawsze od razu, chodzi płynnie, a odgłosy nie mają żadnego wpływu z tym że np zwiększe obroty.
Moje podejrzenia są dwa.
Jedno to zatkany katalizator, bo już jakiś czas mam check engine związany właśnie ze słabym przepływem powietrza. Aczkolwiek z tego co czytam to objawy zapchanego katalizatora są inne, przede wszystkim jest to spadek mocy, problemy z przyspieszaniem itp. A to u mnie nie występuje.
Drugie podejrzenie to zawieszenie. Fakt jest taki, że podczas skrętu kół, szczególnie na minimalnej prędkości, słychać naprawdę paskudne skrzypienie z przodu. Może więc coś tam się totalnie już skonczyło i szura w czasie jazdy? Możliwe to?
Jakiekolwiek pomysły? :D