Dwa lata użytkowania samochodu, 30 tys za mną i ciągle nie mogę rozgryźć ekonomicznej jazdy na trasie „ekspresowej”. W piątek jechałem z Koszalina do Łodzi i z powrotem (450km w jedną stronę). Rano był mróz -2 stopnie, starałem się jechać maksymalnie płynne (uważać, żeby nie zostać za autem i nie musieć wyprzedzać itp.), prędkość maksymalna 120. Spalanie 8,1. Powrót po południu, temperatura dodatnia, ale zero „uważania na ekonomię” na trasie, prędkość do 130, spalanie 6,5. Jechałem sam w obie strony, pusty samochód. Spalanie liczone z dystrybutora. I to nie pierwsze moje spostrzeżenie, że płynna jazda z tempomatem to spalanie w granicach 7-8/100. Oczywiście wszystkie systemy włączone (radary itp, ogrzewanie kierownicy i fotela, temp 21'C wewnątrz). Czyli temperatura to klucz, ale co jeszcze?