Ulegając własnym naciskom poszedłem sprawdzić jak to u mnie wygląda. Wjechałem na kanał, wlazłem pod auto.
Trzy śruby 10, jedna głęboko, trzy szybkozłączki, ~5 minut żeby zdjąć czarną osłonę.
Z zewnątrz OK, nie widać śladów oksydacji. Natomiast samej pomarańczowej obudowy wtyczki nie zdemontowałem, jakoś ciężko, nie chciałem połamać. Lekko ją odchyliłem, trochę piasku się wysypało, resztę przedmuchałem sześcioma barami.
Profilaktycznie, jedyne co miałem to white grease, zapsikałem z zewnątrz złącze, może będzie szczelne, a na pewno od strony koła. Składanie kolejne 5 minut.
Gdybym miał wszystkie klucze pod ręką i nie musiał pięć razy wychodzić z kanału, a to po inny śrubokręcik, a to po sprężarkę, a to po coś innego, temat zamknąłby się w kwadrans.
IMHO, remedium jest wywiercenie od dołu lub z boku na samym dole od strony silnika el. w tej pomarańczowej osłonie całkiem sporego otworu lub dwóch, aby piasek mógł swobodnie wypłynąć razem z wodą. Dalej IMHO cały syf pojawia się ponieważ otwór odpływowy w osłonie jest za mały i łatwo blokuje go piasek, potem się zbiera, cały czas mokry/wilgotny, zanieczyszczony drobinami metalu z ulicy, etc. A jak stal węglowa czy inne cząstki żelaza mające kontakt z nierdzewną zardzewieją, to i nierdzewna ulegnie korozji, bo zerwana zostanie warstwa pasywna.
Dlatego modyfikacja Toyoty nie jest głupim rozwiązaniem i zakładam, że niedługo czeka nas akcja serwisowa polegająca albo na wymianie zewnętrznej części pomarańczowej obudowy albo chamskiemu wycięciu jej kawałka aby umożliwić swobodny odpływ wody i piasku. I być może jak pisze KubaCamry, dodatkowemu uszczelnieniu samego złącza.
P.S.
Jedna złączka jest dość perfidnie umieszczona, troszkę ją zmasakrowałem, ale działa. Takie same są przy zderzakach i w stu innych miejscach. Kupię sobie nową za 5pln jak będę koło jakiegoś ASO, albo wyciągnę na jakimś szrocie.