Nie próbuję usprawiedliwiać dealerów, tylko staram się zrozumieć dlaczego to taki wielki problem, że każdy odbierający samochód się z nim zmaga. Zakładam, że problemem są ... pieniądze (czyli właśnie przepisy budowlane+ bezpieczeństwo pożarowe). Zakładam, że dealer woli nie robić "legalnego obiegu paliwa" bo to po prostu kosztuje dużo więcej. Przyznaję, że teoretyzuję bo choć przez przeszło 25 lat pracy realizowaliśmy najróżniejsze projekty (włączając związane w motoryzacją stacje benzynowe, warsztaty samochodowe, lakiernie) to akurat salonu samochodowego nigdy nie projektowałem. Zakładam, że dealer woli nalać do beczki czy kanistra i tak dolewać "po cichu" niż budować całą infrastrukturę i pytać klienta czy dolać do pełna. Ale najbardziej mnie dziwi ta "tajemnica". Przecież jeżeli nie wolno delaerom dolewać paliwa, to na dzień dobry powinni to mówić klientowi przy odbiorze. I po temacie. "Nie wolno nam dolewać paliwa, nie mamy infrastruktury do tego, więc jest go tyle co przyjechało z fabryki. Proszę przyjechać z kanistrem, ale zatankować może Pan/Pani dopiero poza terenem salonu". A jeżeli mogą dolewać legalnie, ale po prostu nie chcą to jest to niezrozumiałe dla mnie...
A co do przepisów na Zachodzie to akurat projektujemy od prawie 20 lat na rynek Irlandii i Wielkiej Brytanii więc mogę zapewnić wszystkich, że ich przepisy budowlane są na pewno bardziej przejrzyste niż u nas. Nie zawsze bardziej liberalne, ale napisane z głową. W innych krajach nie projektowałem, więc się nie wypowiem.