I warto pamiętać, iż wady które wychwycone został bodaj do 12 miesięcy z rękojmi uważa się za istniejące w chwili zakupu. Podkreślam, iż dotyczy ustawowej rękojmi a nie dobrowolnego świadczenia producenta pod nazwą gwarancja
Tak, tylko wadę jakiegoś podzespołu możesz udowodnić, ale jak udowodnisz, że samochód miał malowany cały bok (bo przytarł od lawetę) w salonie przed wydaniem, a nie np. ktoś otarł samochód po odbiorze, naprawił we własnym zakresie, a teraz chce się dochodzić np. odszkodowania?
Pomijam tu powłokę lakierniczą czy wykończenie tapicerskie, to co możesz skontrolować wprost, mam na myśli mechanikę/elektronikę itp. rzeczy które nie muszą być zauważone przy odbiorze. Nic nie udowadniasz tylko zgłaszasz istnienie usterki. Do 12 miesięcy domniemywa się, iż istniała od początku. Co daje konsumentowi szersze uprawnienia niż usterka powstała w trakcie eksploatacji.
I dlatego warto przy odbiorze przelecieć tą checklistę. Miernik lakieru czy przyrząd do pomiaru szczelin można wypożyczyć. Albo wydać te 200 czy ileś złotych i wynająć człowieka, który to zrobi za nas i ewentualnie da nam oficjalną podkładkę do ewentualnych roszczeń.
Sprzedawca zazwyczaj niechętnie dzieli się wiedzą o przygodach auta - a okazji do przycierki przy przeładunkach naszych RAV4 nie brakuje.
1. najpierw przemieszczanie w fabryce na parking wysyłkowy,
2. ładują na lory w fabryce,
3. rozładunek i parkowanie w porcie,
4. ładowanie na samochodowiec,
5. rozładunek i parkowanie na placu tranzytowym w Belgii,
6. załadunek na lory do Mszczonowa,
7. rozładunek w Mszczonowie,
8. przejazd przez stanowiska przeglądu przedsprzedażowego w tym rozkonserwowanie i doposażenie samochodu,
9. na parking buforowy,
10. załadunek na lory do dilera,
11. rozładunek i parking u dilera,
12. przegląd zero, myjnia i do punktu wydania.
W sumie przejeżdżają około 17-18km, o ile się dobrze orientuję.
12 razy (przynajmniej) manewrują każdym samochodem, zazwyczaj w ograniczonej przestrzeni, pod presją czasu.
A jeszcze dodatkowe "atrakcje" jak uszkodzenia w wyniku przesunięcie się na statku czy lorze bo zabezpieczenia puściło, spadnięcie z rampy czy lawety. Itp.
Ponad 20 lat temu żona zamówiła czerwonego Matiza, jak przyszło co do czego to mętne tłumaczenia o brakach w tym kolorze itp i zaoferowali dodatkową zniżkę za złotego Matiza, edycja limitowana Golden Season. Żona się zgodziła. Potem "na boku" przyznali się, że mają "jej" czerwonego Matiza ale właśnie zleciał z lory i nie bardzo nadaje się do wydania bo całkiem skoszony. Oni akurat się przyznali, ale diler Volvo sprzedał klientowi taką reanimowaną "nówkę" jako pełnowartościowy samochód. Chłop się chyba z 4 lata procesował zanim wygrał.
Takie rzeczy się zdarzają, nie brakuje sytuacji gdy serwisy usprawniają samochody we własnym zakresie i wydają, niestety nie zawsze o tym informując klienta... Choć to karygodne. Ale tak czasem bywa. Myślę że takich ekstremalnych przypadków jak to 4-śladowe Volvo prawie nie ma, ale polerowane rysy czy malowane błotniki/zderzaki na pewno są.
Nikogo nie namawiam aby koniecznie brał kogoś do odbioru samochodu, ale jak już brać to kogoś, czyja opinia daje jakąś wartość dodaną do samego stwierdzenia jest/nie jest OK.
Trzeba mieć świadomość, iż nawet samochód w salonie może mieć jakiś przejścia a diler niekoniecznie się do tego przyzna. Lepiej mieć tego świadomość i się mile rozczarować że jest OK niż po odbiorze dowiedzieć się, panie a tu był malowany a tu źle spasowany - tutaj lol19pl ma rację - udowodnienie, że to nie nasza wina jest nieomal niemożliwe i zostajemy z tym sami.
Czego sobie i innym NIE życzę. :D