Tu nie chodzi o to, żeby naprawiać cokolwiek taniej i żeby traciło na tym bezpieczeństwo ludzi. Chodzi o to, że serwisy zamiast liczyć godzinę na wymianę zderzaka, liczą dwie. Zamiast wymienić w elemencie mechanicznym połamaną obudowę, wymienią cały element. Zamiast policzyć za samochód zastępczy 100 zł dziennie, policzą 150, bo płaci ubezpieczyciel. A na końcu tego łańcucha jesteśmy my, którzy musimy płacić wysokie składki, bo drożeją koszty napraw. We wszystkim powinien być umiar.