Nie mam żadnej modyfikacji w aucie. Już prawie 2 lata za mną.
Używam raczej do jazdy "wokół komina". Czasami co 2 miesiące się trafi wyjazd typu 200 czy 300 km.
W czasie takiej eksploatacji nigdy akumulator nie padł, ale...
postój 2 tygodniowy niestety = grube problemy z odpaleniem auta.
Zostawiłem je na okres wczasów w garażu (ciasnym

).
Prądu w aku wystarczyło na otworzenie centralnego zamka - potem już zapadły ciemności.
Klapa elektryczna, więc nie działa :(
Dostanie się do bagażnika ciasno uchylone drzwi i przez tylną kanapę tak by podłączyć tam ładowanie - to było wyzwanie gimnastyczne level hard.
Uprzedzając - pod maskę nie było opcji się dostać, bo dojechałem na styk do ściany.
Wiem - mogłem dzwonić do Toyoty i niech się martwią, ale jak coś mogę sam ogarnąć to to robię.
Auto odbierane zimą, więc jak przedmówca napisał - zadowolenie rosło w miarę wzrostu temperatur na dworze.
Zimą silnik częściej "doładowuje" pełną baterię - czyli zapewne grzeje pozostałe układy.
A praca w trybie ładowania daje nieco inny dźwięk niż praca na wolnych obrotach.
PS. Taka uwaga poboczna - ale też toyotowa.
Córka ma stareńkiego Yarisa D4D. Tam jak się przekręci pokrętło ogrzewania ma max - obroty silnika automatycznie idą w górę z 800 na 1300.
Taka zimowa magia

która mnie kiedyś zestresowała, że jej wozidełko popsułem.