Przeczytałem te 4 strony - gorącego jak na warunki zewnętrzne - wątku i też dodam swoje 2 grosze

- na zimę zakładam dywaniki gumowe bo łatwiej utrzymać porządek w aucie,
- przed wsiadaniem otrzepuję buty - zawsze trochę mniej syfu wędruje na dywaniki (i ścigam o to samo pasażerów),
- po jeździe gdy na dywanikach zbierze się woda to wyjmuję i otrzepuję - mniej wody środku - mniej problemów z parowaniem,
- szczotkę i skrobaczkę mam takie zwykłe plastikowe, do tego celu kupione na stacji benzynowej jakieś 6 lat temu, włosie średnio twarde i wąskie (wygodniej się zgarnia śnieg, a drugą stroną można opukać chlapacze gdy narośnie na nich śniego-lód), po użyciu szczotkę wytrzepuję o opony - nic im nie będzie, a szczotka prawie sucha i nie leje się z niej gdy ląduje w kieszeni drzwi,
- w domu mam wiatę - tak, że poranny wyjazd odbywa się komfortowo, natomiast jak mi zasypie auto pod biurem, to mając w d.. przepisy (jak większość rodaków) otwieram drzwi i włączam napęd + nawiew na przód i grzanie tylnej szyby + podgrzewanie tyłka i biorę się za odśnieżanie, szyby zostawiam na koniec - gdy już lód łatwo schodzi i zwykle skrobaczka nie jest konieczna,
- i oczywiście taka zasada, o której wiele osób zapomina - w zimie wycieraczki powinny być wyłączone jak opuszczamy auto (nie powinny być na auto) - chyba, że ktoś lubi je naprawiać.
ps. w sumie to chyba lepiej zapłacić 300 za odśnieżanie z włączonym silnikiem niż 3000 za jazdę bez ośnieżania, swoja drogą - straszą, straszą co rok tymi mandatami, a ktoś już dostał ?