Sprzedawałem już kilka swoich samochodów i uwierzcie mi sprawdzali grubość lakieru, szczeliny między maską itd.Ale nikt nawet nie zajrzał pod samochód.
Nie wiem czy ta zabawa w konserwację jest warta zachodu, chyba że się trzyma auto do emerytury.
Nie robie tego żeby dobrze sprzedać, tylko żeby długo i bez zmartwienia jeźdżić.
Czego mam więcej chcieć od auta niz to co mam?
Nowsze, mają to samo tylko są bardziej upierdliwe w pikaniu i wyłączaniu systemów... a w 2019 mam je wszystki na pokładzie, ustawione tak jak chcę i nie pikające.
Spalanie z ostatniego tankowania 3,84l (934 km i niecałe 36l) - jazda miejska + co tydzien trasa 200 km.
Poprzednim Lexusem jeździłem 10 lat, teraz pewnie też będzie podobnie (mam nadzieje na podobna bezproblemowość jak w poprzendim aucie).
Dlatego rozważam konserwacje. Dla siebie i swojego spokokoju.... Tak jak z serwisowaniem, robie to dobrze i na czas, dla mojego swietego spokoju.