Ja od 10 lat mam Toyoty z klimą, wąchałem smród skarpet, testowałem różne patenty, odkażałem paskudłami, słuchałem urban legend, teraz mogę już tylko doradzać. Mnie już nikt nie przekona. A ogólna zasada jest taka: im bardziej się starasz w warsztatach o kondycję klimy (maszyna, psikanie itp), tym masz więcej problemów (i kosztów). Wystarcza "suszenie" na co dzień i kontrola raz na 5 lat w warsztacie (sprawdzenie i uzupełnienie czynnika). Filtr wymieniam raz w roku.
Jeżdżę na "automacie", kilka minut przed celem wyłączam klimę, daję wewnętrzny obieg, obniżam nastawę temperatury (żeby przyspieszyć wentylator), wcześniejszy chłodek wystarcza na kilka minut. Nie cierpię. Działa.