Cześć. Odgrzewam wątek.
Mieszkam w Norwegii i jestem posiadaczem RAV4 V gen z 2019 r. W Norwegii zima tuż tuż, temperatury w nocy już lecą do -5, czasami -8, a to dopiero listopad.
Rano, kiedy uruchamiam samochód a jest niezbyt zimno, np. blisko 0, chwilę po uruchomieniu silnika komputer pokazuje spalanie nawet w okolicach 17l/100km. Myślę, ok. Silnik zimny, musi trochę poklekotać, złapie temperaturkę, spalanie spadne. Czekam więc sobie kilka minut i temperatura silnika wzrasta. Spalanie wg komputera rzeczywiście spada do np. 12-14l
No to ruszamy. I tu się zaczyna. Droga do pracy to około 5 km. Podczas jazdy komp pokazuje czasami nawet 20l/100km, a to przecież miasto, a ja nie drę opon. 40-50km/h to maks. Zauważyłem, że muszę pojeździć jakieś 15-20 minut aby spalanie spadało do poziomu 8-9l/100km. Zauważyłem też, że poziom zużycia paliwa nie reaguje za bardzo na to, czy klimatyzacja pracuje czy nie, choć po ruszeniu z miejsca i włączeniu AC + auto z temperaturą ustawioną na 19, spalanie lekko idzie do góry. Ale to jest może 1 l
Moje pytanie: czy ktoś też zaobserwował u siebie coś takiego? Też musicie pojeździć te dziesiątki minut, aby poziom spalania się unormował? Ja wiem, że zima, że zimno, ale przy temperaturach na poziomie 0-2 stopnie spalanie 17l/100km to chyba nie jest normalne. Dodam, że auto miało zrobiony w październiku duży serwis po 4 latach użytkowania. Przebieg to niecałe 43 tys km.