Witam,
No i stało się jak się miało stać. Po dwutygodniowym postoju na parkingu lotniskowym auto nie odpaliło. Zaznaczam, że przed odstawieniem auta zrobiłem trasę 300 km. więc aku, jak mniemam, powinien być dobrze naładowany. Jak sugerował vvk podpytałem obsługę parkingu i faktycznie booster był na ich wyposażeniu.
Kilka osób wskazywało alarm Cobra jako ewentualnego winowajcę szybkiego rozładowywania aku więc profilaktycznie zamknąłem auto kluczykiem. Odpiąłem wszystkie kable, ładowarki etc. Niewiele to dało.
Jako że mam zamontowany i połączony z apką wskaźnik napięcia aku to mogłem na bieżąco śledzić stopień jego naładowania. Po czterech dniach postoju dostałem powiadomienie o spadku napięcia poniżej 12V. Kolejne dni to kolejne spadki. Co ciekawe, w krytycznym momencie napięcie spadło do 11,67 by następnego dnia podskoczyć do 11,89. Nie wiem czy to wina błędnego odczytu czujnika czy może jakimś cudem autko/bateria trakcyjna próbowało ratować aku. Faktem jest że bez boostera się nie obeszło. Tu podziękowania dla obsługi parkingu INTERPAKING w Balicach. Wystarczyło na moment podpiąć kable by autko się obudziło.
No i teraz pytanie - czy atakować serwis Toyoty czy zwyczajnie kupić sensowniejsze aku?