Właśnie wróciłem z ASO.
Pan przyjmujący zgłoszenie nie był zaskoczony, ale o akcji serwisowej nie wspominał. Po ok. 10 minutach od oddania kluczyków dostałem je z powrotem z informacją, że faktycznie była konieczna regulacja.
Wróciłem do auta ucieszony, że szybko temat załatwiony, sprawdzam i niestety - mniej, ale w dokładnie tych samych miejscach ślady zostają. Przy wycieraczkach wycierających co 2-3 sekundy, ślad nawet nie jest w stanie zniknąć.
Wróciłem do serwisu i poprosiłem o ponowne sprawdzenie. Pan serwisant, który regulował, poszedł ze mną i stwierdził, że on tu nie za bardzo coś jest w stanie więcej zrobić, bo regulacja przeprowadzona - takie pióro wycieraczki. No to grzecznie zapytałem jak to możliwe w nowym samochodzie, który nawet jeszcze zimy nie zobaczył. "No co ja mogę". To poprosiłem o testową wymianę pióra. Niezbyt chętnie, ale wrócił ze mną do biura i po konsultacjach ("ja nie wiem czy wycieraczki to w ogóle podlegają...) ponownie oddałem kluczyk.
Po kolejnych 15 minutach dostałem informację od pana przyjmującego zgłoszenie, że pióro od kierowcy wymienią, bo była akcja serwisowa - aczkolwiek nie dla tego samochodu (może dlatego nie widzę jej po VINie na Toyota tech). Natomiast od pasażera bezpłatnie nie mogą wymienić (jak widać na filmie kilka postów wyżej, rozmazuje jeszcze gorzej), bo ono to do max 5000km ewentualnie (w drodze do serwisu stuknęło 10k km).
Spytałem, czy wymiana któregokolwiek z piór przyniesie trwały efekt. Dostałem informację, że tak, bo to właśnie pióro jest winowajcą. I że takich reklamacji mają przynajmniej 2-3 dziennie.
Rzeczywiście, smużenie od strony kierowcy zniknęło - nie ma śladu. Chwilowo dałem sobie spokój z rękojmią na pióro od strony pasażera - bo zobaczymy na jak długo dokonana wymiana pomoże.
Na tym zakończyłem wizytę.
Dziękuję serdecznie wszystkim forumowiczom za pomoc! Jeśli ktoś jest w podobnej sytuacji, sugerowałbym wybranie się do ASO i nie dać się zbyć, tylko skorzystać ze ścieżek wydeptanych przez poprzedników i poprosić o wymianę.