Możesz przytoczyć tę listę usterek? Jestem miesiąc przed odbiorem auta i byłaby dla mnie cenna.
Jasne. Większość już tu opisywałem na forum, ale postaram się na szybko streścić. Na początek zaznaczam, że to moja pierwsza Toyota i ogólnie to bardzo fajne auto. Początkowo myślałem nawet o wykupie (auto w wynajmie 3-letnim na firmę), ale z czasem co raz więcej rzeczy zaczęło mi przeszkadzać, a podejście do klienta w ASO przyprawia o ból zębów...
1. W dniu odbioru obejrzeliśmy auto z żoną, żadnych rys, wgniotek, auto odpala - fajnie, jedziemy zatankować i do domu. Dopiero po paru godzinach zszedłem do garażu pobawić się ustawieniami i zauważyłem, że menu Car jest niedostępne, a guziki po lewej stronie kierownicy nie działają. Więc pierwszego dnia od razu telefon do ASO i umawianie na wizytę. Okazało się, że wiązka CAN między kierownicą a stacją multimedialną była urwana/odpięta(?). Możliwe, że to zrobiono w PL przy montażu alarmu, ale pewności nie mam. Niemniej - słabe pierwsze wrażenie.
2. Po kilku dniach żona chciała sobie pojechać na zakupy i wzięła drugi kluczyk - a tu zonk: okazało się, że drugi kluczyk jest całkowicie martwy (niezakodowany). No więc druga wizyta w ASO...
3. Przy ok 2tys km. przebiegu profilaktyczna kontrola poziomu oleju i kolejne zdziwko - poziom dobre 5mm ponad max.

. Do tego zaczęły pojawiać się dziwne zgrzyty z układu napędowego po uruchomieniu na zimnym silniku i przestawieniu z P na D. Kolejna wizyta w ASO: spuszczenie oleju do poziomu max. (twierdzili, że "pewnie w fabryce za dużo zalali"). Zgrzyty - "przekładnia musi się dotrzeć"

. Tu na forum dostałem info, że to może ESP hałasować. Ale po tej wizycie zgrzyty magicznie zniknęły...
4. Pierwsza wymiana oleju po roku przy niespełna 6tys.km (mało jeździliśmy z racji pojawienia się dziecka w domu). Tutaj odrębna historia z podejściem Toyoty do aut flotowych - zalewają półsyntetyk 10W40 zamiast 0W20 lub 0W16. Efekt: każdy start na zimno szarpie całą budą, spalanie wzrosło (w prównaniu do ub. roku) o jakiś dobry 1L, no i poziom oleju znowu rośnie w jeszcze szybszym tempie (najwyraźniej benzyna w oleju, bo śladów płynu chłodzącego brak). Kolejna wizyta i kolejne upuszczenie do poziomu max.
Teraz mam 12tys. km przebiegu i już dobry 1cm oleju ponad max (do tego załamania na bagnecie). W ASO już mnie powoli unikają i mówią "jeździc, obserwować" i że "to niemożliwe, aby z tym silnikiem działo sie coś złego" ale dlaczego w misce przybywa - na to pytanie nie mają odpowiedzi. Na początku się przejmowałem, dbałem, bo myślałem o wykupie. Teraz machnąłem ręką i jestem ciekaw, czy wytrzyma do przeglądu w sierpniu, czy gdzieś stanie i będzie laweta

.
O cyrkach z alarmem Cobra nawet nie wspominam, bo za to padło odpowiada TMP, nie fabryka.
Do tego zaczyna mi doskwierać brak pamięci fotela kierowcy (a przy pełnej elektryce i 2 kierowcach w domu to czyste "zuooo"), brak AA, brak nawiewu na tylną kanapę i parę innych drobiazgów. Wiem, że nowy model ma to poprawione, ale nie chcę wchodzić drugi raz do tej samej rzeki.
Wiem też, że to może dla niektórych pierdoły, ale dla mnie niesmak pozostaje. Paradoksalnie, nawet z Alfą Romeo nie miałem takich przebojów...
Za rok będziemy myśleć nad nowym autem (koniec umowy najmu), ale obecnie patrzę bardziej w stronę Superba Scout, lub Passata Alltrack. Choć zalet HSD na pewno będzie brakować...