Toyota Klub
.: GARAŻ :. => Corolla => Wątek zaczęty przez: BeiZik w 12 Stycznia 2020, 20:48:47
-
Hej,
Jakiś czas temu zaczęła mi skrzypieć tylna kanapa. Dodatkowo po położeniu tylnego fotela ciężko go było ponownie zabezpieczyć w pozycji pionowej. Nigdy tego nie robiłem ale zdjąłem w bagażniku plastiki zasłaniające tylne nadkole i ujrzałem rdzę, dziurę a właściwie brak tylnego nadkola (tak jak na zdjęciach). Po drugiej stronie auta jest trochę lepiej ale tylko trochę. Samochód zawsze przechodził wszystkie badania techniczne, był oglądany i nikt mi nie zwracał uwagi, że w tym miejscu może coś się dziać :( .
Pytanie - czy takie rzeczy się naprawia? Czy są jeszcze ludzie, którzy by się zajęli 20-stoletnim autem? Może ktoś coś podobnego już robił i wie jakiego rzędu wielkości należy się spodziewać za taką usługę? Mechanicznie wszystko jest ok tylko ta rdza albo dziura...
(https://images89.fotosik.pl/303/b7a052cdeafdbeb3med.jpg) (https://www.fotosik.pl/zdjecie/b7a052cdeafdbeb3)
(https://images90.fotosik.pl/304/af7b57c83b48e44fmed.jpg) (https://www.fotosik.pl/zdjecie/af7b57c83b48e44f)
(https://images89.fotosik.pl/303/33324092f67050afmed.jpg) (https://www.fotosik.pl/zdjecie/33324092f67050af)
(https://images89.fotosik.pl/303/2697d03e6459d544med.jpg) (https://www.fotosik.pl/zdjecie/2697d03e6459d544)
Z góry dziękuję za wszelkie sugestie i podpowiedzi!
M.
PS. Nie zauważyłem ale może można przenieść tę wiadomość do działu podrzędnego Corolla E11?
-
:thumbdown: Szrot lub sprzedaż na części.
-
Szrot lub sprzedaż na części.
Zaraz szrot... Zależy, jak wygląda reszta karoserii. Jeżeli to tylko w tym miejscu to warto naprawiać.
Mechanicznie wszystko jest ok tylko ta rdza albo dziura...
To nie jest kwestia tylko dziury, to jest ważny element nośny karoserii, na tym "wisi" cały tył auta, Mam wrażenie, że już się odkształciło i za chwilę zawieszenie wpadnie do środka. Nie można z tym już bezpiecznie jeździć, w każdym razie nie ładować tyłu samochodu i omijać dziury w drodze.
Może ktoś coś podobnego już robił i wie jakiego rzędu wielkości należy się spodziewać za taką usługę?
Miałem podobnie (no może nie było tak rozległe) w 18-sto letniej Nubirze, naprawiłem za śmieszne pieniądze (200 zł?) przy okazji innej naprawy blacharskiej. Zrobić może dowolny blacharz, tylko niech to doprowadzi do pierwotnego położenia. Tego nie widać na zewnątrz - naprawa nie musi być bardzo "estetyczna", dostęp chyba niezły.
-
naprawiłem za śmieszne pieniądze (200 zł?)
Zaraz wpadną tylne amortyzatory do środka bo nie istnieją kielichy a Ty piszesz o naprawie za 200 zł. <zalamka>.
-
a Ty piszesz o naprawie za 200 zł
No tak, nie zwróciłem że kolega ze Stolicy i pewnie tylko ASO ma na myśli.
Mieszkanie na prowincji i odwiedzanie bardziej "poślednich" warsztatów ma swoje zalety <taniec>
Tu raczej nie mówimy o naprawie zgodnej z procedurami producenta i na następne 20 lat...
Raczej w stylu "Klimek kontra Duda"
-
Tu raczej nie mówimy o naprawie zgodnej z procedurami producenta
Drutować, żeby ryzykować życiem swoim i pasażerów, świetny pomysł :thumbdown: <zalamka>
Raczej w stylu "Klimek kontra Duda"
Nie obrażaj tych Panów, oni naprawiają i modyfikują profesjonalnie
-
Najlepiej to całą nową, zdrową ćwiartkę wstawić.
Wysłane z mojego Lenovo K33a48 przy użyciu Tapatalka
-
Nie obrażaj tych Panów, oni naprawiają i modyfikują profesjonalnie
Ależ nikogo nie obrażam. Przeciwnie, podaję ich właśnie jako przykład postępowania z tak skorodowanymi samochodami. Natomiast ich metody na pewno nie są zgodne z procedurami producenta.
Na marginesie.
Pireus, trochę nie rozumiem Twojego stanowiska. Najpierw piszesz:
Szrot
wyśmiewasz się kiedy proponuję to naprawiać, piszesz o druciarstwie, na koniec zmieniasz zdanie o 180 stopni i chwalisz "Tych Panów" przy okazji zarzucasz mi że kogoś obrażam.
-
całą nową, zdrową ćwiartkę wstawić
To raczej nieopłacane, tym bardziej, że o dwóch stronach mówimy.
-
Ależ nikogo nie obrażam. Przeciwnie, podaję ich właśnie jako przykład postępowania z tak skorodowanymi samochodami. Natomiast ich metody na pewno nie są zgodne z procedurami producenta.
Zgodnie z zaleceniami producenta to ten samochód należałoby zezłomować. Myślisz, że ci panowie naprawiliby go za 200 zł? <zalamka>. Jakakolwiek sensowna i bezpieczna naprawa w tym przypadku , przekroczy wartość tego złomu. Za 200 zł to możesz zatankować ten samochód a potem w nim zginąć :thumbdown:albo kupić sobie jakąś dobra flaszkę, żeby ukoić żal przed oddaniem go na złomowisko.
-
Wiem, że samochód jest stary i najlepiej by było kupić nowy. Tyle, że nowy to problem finansowy a używany to problem niespodziankowy - a tu przynajmniej wiem co mam. A mam go od nowości i oprócz tych nieszczęsnych dziur nic innego mu nie dolega. Auto stało się nieopłacalne już parę lat temu kiedy ASO za wymianę sprzęgła zażyczyło sobie ówczesną równowartość samochodu - a nawet będąc ze Stolicy to niestety się na to nie zdecydowałem. Od tamtego czasu nie liczę na zwrot z inwestycji w to auto i np. sprzęgło było już wymieniane 2 razy (fabryczne wytrzymało 310k km, a zamontowany zamiennik teoretycznie przeznaczony na 'pierwszy montaż' tylko 70k km bo pękła sprężyna), był regenerowany alternator (wymiana łożysk), wymieniona pompa wody. Silnik nigdy nie był rozkręcany przez żadnego mechanika i dlatego myślę, że do tej pory działa ok (bierze 1.5 l na 10k km co jest chyba dobrym wynikiem). A rok temu robione były hamulce (tarcze, klocki, szczęki bo bęben ciągle fabryczny), gumy i łączniki stabilizatora oraz wszystkie amortyzatory (po raz pierwszy od nowości - wiem, że to brzmi niewiarygodnie ale tak jest - do tej pory żaden warsztat nie rekomendował ich wymiany a myślę, że jeśli by były wcześniej do wymiany to by chcieli je wymienić i przy okazji zarobić) - swoją drogą dziwię się jednak, że przy tej niedawnej wymianie amortyzatorów nie zwrócono mi uwagi na stan blacharki w ich okolicach (bo przecież nie zdegradowała się do tego stopnia przez ostatni rok - choć pojawiła się teoria, że to właśnie nowe amortyzatory rozerwały osłabioną przez rdzę blachę) - a warsztat był oczywiście z polecenia. Generalnie auto przeraźliwie nudne bo przez 20 lat ani razu się nie popsuło i zawsze dojechało do celu a codziennie jeździ (bo jest od jeżdżenia a nie posiadania :-)) - tak więc patrząc na jego wierną służbę i zainwestowane (bez możliwości zwrotu) środki, czas i energię to ciągle myślę aby może jednak nie odsyłać je na złomowisko ale dać mu szansę. Tyle, że pewnie potrzebuję blacharza z zamiłowania a nie standardowego wymieniacza pogiętych błotników więc ciężko będzie znaleźć takiego entuzjastę - no i zdaję sobie sprawę, że nie będzie to koszt 200 pln a raczej 1000 a może 2000 pln. Jeszcze tylko uwaga odnośnie 'ćwiartki' zamiast 'miejscowej' naprawy - nie wiem czy wspawanie ćwiartki nie jest większą ingerencją w konstrukcję auta niż miejscowa naprawa - a ponadto jeśli u mnie rdza zżarła to nadkole to chyba mała jest szansa, że są jacyś dawcy tego elementu bez dziur czy śladów rdzy po tylu latach.
Same niewiadome więc chciałem przynajmniej zebrać opinie czy wyżej opisaną rzecz technicznie można jakoś naprawić czy też definitywnie nie.
Dzięki za odzew.
M.
-
Technicznie można, ale jeśli ma być zrobione zgodnie z tzw. prawidłami sztuki, to będzie sporo roboty, bo oprócz tego, co Ci wygniło, trzeba zrobić to, do czego to jest zgrzewane.
Mam blacharza, który byłby w stanie to ogarnąć na "fabrykę", nie tylko wizualnie, ale również konstrukcyjnie, jednak nie będzie to tysiąc ani dwa, chyba, że mówimy o Euro. Ja bym jednak poszukał całej Corolli w stanie "fabryka", bo są takie jeszcze na rynku i można trafić naprawdę fajne egzemplarze z nikłymi przebiegami, a czasem nawet bez nalotu rudej.
Jeśli jednak się uprzesz na naprawę, to najpierw trzeba ocenić całą resztę pod kątem przydatności do spożycia (tylko rzetelnie, a nie tak, jak do tej pory), bo jeśli zrobisz tył, a przód wygląda tak samo, to nie widzę większego sensu... i piszę to jako sentymentalny trzymacz auta w stanie rozkładu, bo nie wyobrażam sobie chwili, w której wyjeżdża do stacji demontażu.
Aa, i przypominam po raz kolejny: Toyoty nie wymagają dodatkowego zabezpieczenia antykorozyjnego :grin:
(http://3vz.pl/toy/yaris/107.JPG)
-
Mimo, że zgadzam się z opinią, że naprawa może być niebezpieczna dla użytkownika, to ze względu na sentyment właściciela i posiadanie samochodu od nowości podjąłbym na jego miejscu próbę naprawy.
Ale takiej zgodnej ze sztuką, czyli:
1. Rozebranie całego tyłu pojazdu
2. Weryfikacja drugiej strony (drugiego kielicha) - podobny stan (tuż przez pęknięciem mógłby zmienić moje podejście - czytaj "na złom").Dodatkowo sprawdziłbym inne miejsca w samochodzie, bo ten kielich to może być najmniejszy problem
3. Zakupienie uszkodzonych części kielicha (jeżeli dostępna). A jeżeli nie to zakupienie na szrocie części ćwiartki z kielichem.
4. Rozwiercenie wszystkich zgrzewów w tym obszarze, aby zdemontować uszkodzony element
5. To samo z zakupionym elementem
6. Wspawanie punktowe (zastępujące zgrzewanie) uszkodzonych elementów, usunięcie (mechaniczne i chemiczne) pozostałej korozjii.
7. Podkład epoksydowy
8. Masa zabezpieczająca krawędzie
9. Podkład akrylowy
10. Lakier
11. Zabezpieczenie antykorozyjne
12. Geometria podwozia.
IMHO aby naprawa się udała konieczne jest jej wykonanie na ramie blacharskiej - z pomiarem punktów wg dokumentacji producenta.
-
Tak jak nikt nie chce uwierzyć w pierwszą wymianę sprzęgła po 310k km czy wymianę amortyzatorów po 350k km tak mi trudno uwierzyć, że po 20 latach istnieją E11 bez śladów rdzy czy dziur. Tak jak wspomniane wymiany mogę wytłumaczyć delikatnością traktowania auta tak brak rdzy nie wiem jak mam sobie wytłumaczyć - czy takie auta po prostu nie były jeżdżone, były jeżdżone tylko do kościoła, stały pod dachem, były dodatkowo zakonserwowane? Moje auto przez 5 lat stało na zewnątrz a ostatnie 15 w garażu - choć pewnie nie jest to wyznacznikiem braku korozji bo rdza po tylu latach zrobiła co swoje w miejscach dla mnie niewidocznych (bo gdybym wcześniej to widział to bym wcześniej zareagował) - zatem jakim cudem by oszczędziła inne auta w podobnym wieku?
Odnośnie sposobu naprawy to brzmi to rozsądnie - mam nadzieję, że znajdę takiego blacharza, który też się z nią zgodzi - a nie wygoni mnie :-( krzycząc, że za żadne pieniądze się tego nie podejmie bo roboty dużo a zarobek żaden...
-
Obawiam się , że głównym problemem będzie tu kwestia finansowa i tak jak napisał kolega .
Mam blacharza, który byłby w stanie to ogarnąć na "fabrykę", nie tylko wizualnie, ale również konstrukcyjnie, jednak nie będzie to tysiąc ani dwa, chyba, że mówimy o Euro
koszty żeby takim samochodem bezpiecznie się poruszać będą tak wysokie że naprawa nie będzie miała sensu ekonomicznego i po jej zrobieniu wartość samochodu będzie niższa niż koszt jej zrobienia.
-
Odnośnie zaproponowanego sposobu naprawy i punktu nr 2 czyli weryfikacji drugiej strony - poniżej zdjęcia pokazujące jak tam sytuacja wygląda - jest chyba trochę lepiej, ale chyba tylko trochę...
(https://images91.fotosik.pl/304/5f593c474dd3c64dmed.jpg) (https://www.fotosik.pl/zdjecie/5f593c474dd3c64d)
(https://images89.fotosik.pl/304/214d12a03321e304med.jpg) (https://www.fotosik.pl/zdjecie/214d12a03321e304)
(https://images90.fotosik.pl/305/86248774265d6966med.jpg) (https://www.fotosik.pl/zdjecie/86248774265d6966)
(https://images91.fotosik.pl/304/0cee6a83d6a4cfdamed.jpg) (https://www.fotosik.pl/zdjecie/0cee6a83d6a4cfda)
-
Teoretycznie części wyglądają tak:
http://www.japan-parts.eu/toyota/eu/2000/corolla-hb-lb/zze111l-dlmdkw/3_153540_096_/body/6101_side-member
Ale tak jak pisałem wcześniej - jednak sprzedaj i kup np. E12
-
Tak jak nikt nie chce uwierzyć w pierwszą wymianę sprzęgła po 310k km czy wymianę amortyzatorów po 350k km tak mi trudno uwierzyć, że po 20 latach istnieją E11 bez śladów rdzy czy dziur. Tak jak wspomniane wymiany mogę wytłumaczyć delikatnością traktowania auta tak brak rdzy nie wiem jak mam sobie wytłumaczyć - czy takie auta po prostu nie były jeżdżone, były jeżdżone tylko do kościoła, stały pod dachem, były dodatkowo zakonserwowane?
Ja Ci wierzę, nie takie przebiegi ludzie robili na częściach z pierwszego montażu. Znajomy Cariną E zrobił 360kkm na klockach z przodu. Wszystko kwestia stylu jazdy i stopnia zaorania danego komponentu w momencie demontażu. Bo jeden sprzęgło wymieni, kiedy zaczyna słyszeć łożysko albo mu docisk twardnieje, a inny dopiero jak mu auto stanie.
Co do rudej, to zapewne wszystko, o czym piszesz. Jak będę miał chwilę, to Ci wkleję zdjęcia podwozia ponadtrzydziestoletniego Starleta - w kontekście "czy są takie bez rdzy i dziur".
Jeśli masz auto od nowości, to przykro mi, ale sam sobie jesteś winien. Gdybyś go zabezpieczył wtedy, to nie miałbyś problemów teraz, nawet gdybyś to zrobił bitexem czy inną smołą i poprawiał co kilka lat, to byś teraz tę smołę umył i zobaczył pod spodem piękny KTL, a nie, że auto nie przechodzi testu szczelności na kota.
Tyle, że to zawsze tak jest, i się mówi i tłumaczy i pokazuje zdjęcia, a koronnym argumentem jest "za drogo" albo "przecież mam gwarancję na blachę", po czym mija 10 lat, gwarancja się kończy, a pojawia rzeczywistość.
Reasumując: jeśli masz sentyment do E11 to wyzłomuj to albo puść do Afryki za pińcet, a przygarnij to samo w stanie "fabryka" i nie powiel błędów sprzed lat, a będziesz miał wózek na następne 20 lat, o ile do tego czasu nie zakażą spalania paliw kopalnych ;)
-
Etam - nie czuję się winny - nie znam się na tym kompletnie bo gdyby ktoś mi powiedział, ze trzeba auto dodatkowo zakonserwować to bym to zrobił - z tego co pamiętam to ASO było temu przeciwne (jest tu nawet zdjęcie z zaleceniami Toyoty) a i znajomi też mówili, że to nie FSO 1500 i nie mażemy pod nim bitexem czy inną smołą - tak mi wtedy mówiono...
Co do przygarnięcia tego samego w stanie "fabryka" - może i bym tak zrobił ale rozsądek mi mówi, że nie ma takich "fabrycznych" egzemplarzy - patrzyłem na nią przez 20 lat, dbałem jak mogłem (jako laik-użytkownik z pełnym wsparciem najpierw ASO a potem najlepszego mi znanego warsztatu nie-ASO specjalizującego się tylko w Toyotach) i widzę co jej czas uczynił (w miejscu które było ukryte przed moim wzrokiem) - czy naprawdę znajdę taka sztukę z którą czas obszedł się łaskawiej?
Na dzień dzisiejszy to wydaje mi się, że ten samochód jest niesprzedawalny bo patrząc na otomoto to 20-stoletnie E11 z o wiele niższymi przebiegami, wg sprzedawców w 100% sprawne i bez grama rdzy zaczynają się już od 3k pln - pytanie czy taki sprzedawca pozwoli mi jako potencjalnemu nabywcy obejrzeć stan blach i w trakcie oględzin rozpruć bagażnik z plastików do gołej blachy? Czy tylko powie abym się nie wygłupiał bo przecież każdy 20-stoletni samochód jest zardzewiały i nie trzeba tego uwzględniać w opisie bo to się samo przez siebie rozumie? Nie wiem bo nie kupowałem używanego samochodu.
Zaś E12 to 6-7k pln czyli szacuję, że pewnie 2x więcej niż potencjalna naprawa E11 - czy miały one lepsze blachy od E11 czy tylko po prostu są młodsze o 2 lata stąd blachy też powinny mieć lepsze o te 2 lata? A w jakim stanie będzie silnik z piciem oleju, w jakim przeguby, hamulce, zawieszenie czy co tam jeszcze - dla mnie to będzie niespodzianka więc trzeba założyć, że do tych 7k trzeba dodać może 3k aby wiedzieć czym się jeździ...
Hmmm... trudny dla mnie temat, będę miał nad czym myśleć.
Dzięki wszystkim za zainteresowanie!
-
IMO E12 nie przewyższa E11 w blachach w żaden sposób. Zastanawiam się, jak do tego mogło dojść. Mam już drugą E11 HB w swojej karierze i w żadnej nic w tym miejscu się nie dzieje.
zatem jakim cudem by oszczędziła inne auta w podobnym wieku?
Należałoby odwrócić Twoje pytanie: jak to się stało, że ruda ruszyła akurat Twoje auto w tym miejscu, jeśli innych nie rusza (tzn nie w tym miejscu).
20-stoletnie E11 z o wiele niższymi przebiegami, wg sprzedawców w 100% sprawne i bez grama rdzy zaczynają się już od 3k pln
Bujda na resorach. Same kłamczuchy.
-
Należałoby odwrócić Twoje pytanie: jak to się stało, że ruda ruszyła akurat Twoje auto w tym miejscu, jeśli innych nie rusza (tzn nie w tym miejscu).
Jeśli wyżej opisane wewnętrzne tylne nadkola w E11 generalnie nie rdzewieją to faktycznie trzeba odwrócić moje pytanie :) - ale chociaż posiadam to auto prosto z salonu to nie potrafię na nie odpowiedzieć - czy ktoś ma może jakąś teorię (np. garaż)?
A z ciekawości to w których miejscach zazwyczaj rdzewieją E11 - czy raczej nie rdzewieją :o?
-
Obejrzałem te zdjęcia i spać nie mogłem ;) Współczucia.
Sprzedałem kombi ojca - panowie handlarze zabrali. I teraz szukam kolejnej E11 (ale 5 drzwi). Kilka sztuk już widziałem i do większości nie chciało mi się nawet wsiadać.
Mam kilka refleksji, które może Ci pomogą:
- handlarze biorą prawie wszystko co jeździ - kwestia ceny (ale 4/5 drzwi przedliftowe są bardziej poszukiwane),
- jeśli będziesz myślał o sprzedaży to obejrzyj najpierw kilka sztuk z ogłoszeń, żeby wyrobić sobie pogląd co rzeczywiście jest dostępne w jakiej cenie (teraz więcej jest na olx),
- zwykle wiosną jest więcej ogłoszeń, więc warto poczekać z ostateczną decyzją chociaż 3 miesiące,
- E11 vs. E12 - jeśli nie zależy Ci na klimatyzacji i dodatkowych rozmaitościach, to E11 wyjdzie wg mnie taniej (choć wybór mniejszy),
- zdarzają się egzemplarze niezajechane - mają deklarowane kilkadziesiąt tys. przebiegu i nawet jak dodasz 100 tys ze skręcenia to ten samochód będzie cały czas spójny. Takie samochody miewa np. handlarz z Czerwińska nad Wisłą - nie mówię, że kręcone bo nie chciało mi się tam jeździć, ale zdjęcia które przesyłał trzymały się w miarę kupy. Ceny ogłoszeniowe 7-9 tysięcy.
- na jaką diagnostykę pozwoli Ci sprzedający tego nie wiesz, ale myślę że da się tak dogadać żeby zajrzeć tu i tam (chociażby przez schowek na lewarek).
- tak jak Problem napisał - te kielichy to nie jest typowe miejsca dla każdego egzemplarza E11 - w moich w sumie 3 sztukach było nietknięte z czego dwie jeżdżone po polskiej soli od nowości,
- co do cen napraw jakieś 6 lat temu robiłem nadkola wewnętrzne i zapłaciłem wtedy chyba 600 zł - ale w porównaniu do Twojego problemu to był drobiazg. No i ceny sporo wzrosły. Strzelam, że 3000 to będzie "po taniości".
Z ciekawości - który dokładanie masz rocznik i przedliftowy czy po?
Powodzenia!
-
Dzięki za Twoje przemyślenia i przepraszam za ten horror ze zdjęć ;) .
Naprawdę jestem zdziwiony tak jak wy jesteście zdziwieni, bo okazuje się że u mnie ruda wyskoczyła w takim nietypowym dla E11 miejscu (i to jeszcze u pierwszego właściciela - niewdzięczna :embarassed:).
Przez schowek na lewarek to niewiele lub nic widać (przynajmniej u mnie te okolice wyglądają jak 'z fabryki') - dopiero ściągnięcie plastików w bagażniku ukazało ogrom zniszczeń - a na taką 'demolkę' w celu weryfikacji stanu blach to pewnie sprzedający nie wyrazi zgody.
Mam 'Srebrną Szczałę' :cheesy: poliftingową 3D z 2000 roku z 385k km przebiegu i fotelem kierowcy wygniecionym moim dupskiem od nowości :) ...
PS. A wiesz może w jakich miejscach zazwyczaj rdzewieją E11?
-
A jaki silnik?
Korozja z tego co oglądałem to najczęściej:
- końcówki progów i okolica podłogi,
- wewnętrzne nadkola - przez okienko na lewarek da się wymacać, czy zrobić zdjęcie
- zewnętrzne nadkola z tyłu, w tym pod zderzakiem
- dół drzwi - widać po otwarciu
- dół przednich błotników
To oczywiście nie w każdym egzemplarzu i zależy też od sposobu użytkowania - np przód maski od kamyków. Przedni błotnik czy drzwi można wymienić na szrotowe, ale progów i nadkoli nie i zaczynają się koszty.
Jeśli była kiepska robota blacharska to wszystko inne jest możliwe.
No i pomyśl chyba o innym egzemplarzu...
-
Silnik to standardowy 1.4 vvti.
Dziwne z tą korozją w E11 - bo jak tu znaleźć jakieś prawidłowości i powtarzalność - u mnie przednie błotniki, drzwi, tylne zewnętrze nadkola to ta przysłowiowa "fabryka", na końcówkach tylnych progów lekko widać, że coś się dzieje ale bez tragedii, raczej estetyka i śmiało można w nie pukać bo blacha jest, tylko te nieszczęsne tylne wewnętrzne nadkola ukryte przed wzrokiem pod plastikiem :-( (w Nissanie Almera N15 z podobnego roku w bagażniku jest tylko wykładzina - odpinasz spinkę i w ciągu 1 sekundy masz dostęp do tego miejsca i wszystko widać jak na dłoni)...
A na inny egzemplarz to chyba mam za słabe nerwy - nie chciałbym po jego zakupie zaczynać nowych wątków typu: "Pomocy - bierze mi olej - 1 l na 1000 km - co robić?", "Stuki w zimnym silniku", "Coś puka przy przejeżdżaniu po nierównościach", "Terkoczą koła przy skręcie" - sam nie wiem :embarassed: - teraz mam 'tylko' dziurę i jeden temat do ogarnięcia - a tam widzę multum potencjalnych niespodzianek i potencjalnych tematów do ogarnięcia - no chyba że przesadzam i dramatyzuję (czego nie wykluczam bo tak jak pisałem na autach się nie znam - ja tylko nimi jeżdżę :-))...
-
Przez schowek na lewarek to niewiele lub nic widać (przynajmniej u mnie te okolice wyglądają jak 'z fabryki')
Kamerkę endoskopową pan kup i zabierz lapka albo smartfona z OTG na oględziny :)
Z newralgicznych miejsc, to wg mojej wiedzy tył progów w sedanie (mdo, popraw mnie jak coś ale pamiętam jak u kravoosa się sypały) oraz nadkola tylne w HB, szczególnie przy zderzaku. W poliftach często sypał się sam pas przedni.
Jeszcze spotkałem się u Precelka, że w krajowej E11, kilka lat temu sanki spróchniały i się rozleciały.
Tylna belka też wygląda słabo ale to się trzyma kupy.
A... warto podłogę pod nogami kierowcy i pasażera zobaczyć. Często w otworach technicznych, tam gdzie te dwa korki gumowe, zaczyna się coś dziać, a jak ktoś to bagatelizuje, to w efekcie może hamować jak Fred Flinstone.
Silnik to standardowy 1.4 vvti.
A to pan masz polifta! Może tu jest pies pogrzebany. Bo my przedliftami się bujamy.
JT, czy SB?
No to faktycznie, jeśli z okresu wady olejowej, to Ci może litra smarowidła na 1000km wciągnąć, więc przy poszukiwaniach e11 z tym silnikiem, Twoje obawy są całkiem słuszne.
Przepraszam za OT:
IS300 2JZ
A co Ty tutaj kolego sympatyczny w podpisie masz?? Hm?
-
To jedź do jednego, drugiego, trzeciego blacharza i będziesz wiedział na czym stoisz. Sam nie zrobisz a czy warto dowiesz się jak pojeździsz do tych, którzy zajmują się takimi tematami. W ogóle to da się wszystko zrobić, zależny to od tego jak chcesz mieć zrobione, czyli od pieniędzy jakie wyłożysz. Znajomy ma Almerę w podobnym wieku i też jak zajrzał do tyłu u siebie to ujrzał podobny widok. Zrobił u jakiegoś lokalnego fachowca, dużo nie zapłacił, ale czy samochód nadaje się do jazdy, tego to ja już nie wiem, jego życie jego wybory.
Od tej jego naprawy minęło już coś ponad 2 lata ale widzę, że samochodem dalej jeździ i nic mu nie odpada. Przeglądy przechodzi, ale to w Polsce sztuką jest nie przejść przeglądu, więc to nie jest wyznacznikiem jakości tego typu naprawy.
-
JT, czy SB?
JT - to prawdziwy Japończyk :)
To jedź do jednego, drugiego, trzeciego blacharza i będziesz wiedział na czym stoisz. Sam nie zrobisz a czy warto dowiesz się jak pojeździsz do tych, którzy zajmują się takimi tematami.
Byłem u dwóch - jeden mnie od razu przepędził mówiąc, ze taką odbudową już się się nie zajmuje, drugi też nie był zachwycony ale każe dzwonić co 2 tygodnie, że jak już zupełnie nic nie będzie mieć do roboty to może się zastanowi nad tym przypadkiem :-( ...
-
mdo, popraw mnie jak coś
końcówki progów sypią się chyba we wszystkich 4d a w hb nie wiem bo żadnego nie oglądałem :)
Z drugiej strony jak się idzie parkingiem to te samochody lepiej wyglądają, co znaczy że mój pogląd jest skrzywiony tym co ludzie dają do sprzedaży.
jeden mnie od razu przepędził mówiąc, ze taką odbudową już się się nie zajmuje, drugi też nie był zachwycony
No niestety... Dla mnie najwięcej pojęcia o tym co warto a co nie ma @marcin i tą ścieżką był szedł, chociaż i blacharza jeszcze jednego czy drugiego warto odwiedzić. Rzeczywistość jest jednak taka, że samochodów przybyło i trzeba je naprawiać, tylko przytomnych ludzi do tego brakuje, więc drogo się zrobiło. :o
A co Ty tutaj kolego sympatyczny w podpisie masz??
A no to już półtora roku, tylko czasu nie ma robić przy tym i się cieszyć. Ale na wiosnę można mini spota zrobić ;) Mam sportcrossa jak damian91.
I znowu OT ale się pochwalę - dziś kupiłem tacie E11 <taniec> - EFE '97 5d. Rdza oczywiście jest, ale w ograniczonych ilościach. Od drugiej właścicielki, która to odziedziczyła po swoim ojcu rocznik 192X. Przebieg 86800 km, lakier oryginał i na tym kończę, co by wątku nie zaśmiecić ;)
-
Tak jak nikt nie chce uwierzyć w pierwszą wymianę sprzęgła po 310k km czy wymianę amortyzatorów po 350k km tak mi trudno uwierzyć, że po 20 latach istnieją E11 bez śladów rdzy ..
W sprzeglo wierze, amory tez. Sam w swojej e12 oryginalny AISIN wytrzymał tez ponad 300 tysi, amory jeszcze nie ruszane, a auto ma 333 tysie. Co do braku rudej w 20letniej E11 uzytkowanej w Polsce nie wierzę. Ktos zasugerował Koledze "Kup E12" ja tez polecam szczegolnie hatchbacka z vin od S, jest oryginalnie bardzo dobrze zabezpieczony nie ma co porownywac z wersja japonską czy turecką. MAM prywatnie 2 takie rolki a w rodzinie 3 i nawet yaris się umywa I czy II bo nowszego nawet nie odważyłbym się kupić. Na potwierdzenie ze E12 jest niezawodne szukam kolejnego tym razem z południa Francji gdzie spod 13 latka wyglada lepiej jak w dwuletnim aurisie z polskiego salonu..
-
I znowu OT ale się pochwalę - dziś kupiłem tacie E11 - EFE '97 5d. Rdza oczywiście jest, ale w ograniczonych ilościach. Od drugiej właścicielki, która to odziedziczyła po swoim ojcu rocznik 192X. Przebieg 86800 km, lakier oryginał i na tym kończę, co by wątku nie zaśmiecić
:) no nie pomagasz kolego mdo, nie pomagasz :)
i pewnie jeszcze się okaże, że w cenie mojej naprawy :cheesy:
powiedz przynajmniej gdzie się znajduje takie auta - bo do dnia 19.01.2020 roku byłem przekonany, że to nie jest możliwe bo po prostu takie samochody nie istnieją :shock: ...
-
powiedz przynajmniej gdzie się znajduje takie auta
Na olx wisiał ok. 7 godzin zanim zadatku nie dałem. Może trochę nietypowo bo prosili o kontakt 17-19 i był podany tylko stacjonarny, ale ja nie posłuchałem ;) Ze zdjęć wiedziałem gdzie pójść na spacer, obejrzałem, zadzwoniłem i akcja była szybka. A nowy właściciel też dziadek - 80 już skończone ;)
Ale bardziej klasyczny jest inny case. Koleżanka przez swoją matkę dowiedziała się, że ktośtam (znajomi?) chce sprzedać E11 polift. Powód - właściciel ma 92 lat i rodzina nie chce żeby jeździł. Samochód widziałem - stan idealny, tylko błotnik lakierowany, dół był dodatkowo zabezpieczany (w takim stanie innej sztuki nie widziałem!). Polski salon 37.000 km przebiegu, cena 5,5 tys. Koleżanka coś grymasiła, przeciągała i tematem szybko zainteresował się sąsiad tamtych państwa - tablice z czarnych zmieniły się na białe ale stoi w tym samym miejscu...
Ale na takie okazje chyba nie ma co liczyć, bo życie minie. Zasadniczo samochody od dziadków są raczej zapuszczone - mało jeżdżą bo nie mają siły, z tego też powodu nie sprzątają, nie serwisują itd... Ta nowa sztuka jest cała w oryginale, ale trochę pracy wymaga.
-
Ja kilka lat temu kupiłem dla córki jako pierwszy jej samochód 21 letnie Renault Clio, garażowane, bez rdzy, od wiekowego wujka mojego kolegi z przebiegiem 36 tys. km za 1tys. zł. Po 2 latach sprzedałem za 2 tys. w zasadzie w ciągu jednego dnia. :good:
-
Ze zdjęć wiedziałem gdzie pójść na spacer, obejrzałem, zadzwoniłem i akcja była szybka.
Myślałeś o tym aby zagrać w totolotka :cheesy: ? Jak to możliwe, że samochód który poszukujesz pojawia się w Twoim mieście tak że po paru chwilach możesz do niego podejść aby go obejrzeć i podjąć decyzje o zakupie? Takich sytuacji nie ma - moja świadomość ich nie przyjmuje :shock: - czytam to jak bajkę o życzeniu które się spełniło (nie to że Ci nie wierzę bo wierzę :-)) - ale tak to przecież się dzieje w bajkach a nie w życiu...
Ale na takie okazje chyba nie ma co liczyć, bo życie minie.
... W życiu to parę lat temu znalazłem samochód 400 km od miejsca zamieszkania, na zdjęciach super, rozmawiałem z właścicielką uprzedzając że będę jechał z daleka i czy na prawdę warto jechać - "pan przyjeżdża, będzie pan zadowolony :good:" - wyjazd z bratem o 3 rano, 6 godzin podróży i nawet silnika nie zgasiliśmy kiedy stanęliśmy obok tego szrota :thumbdown: - wsteczny, kolejne 6 godzin z powrotem, po 800 km i 12 h w trasie byłem w domu :embarassed: no i jeszcze zatankowałem do pełna - człowiek uczy się całe życie i ta nauka kosztuje...
-
Jak szukasz i potrzebujesz, to takich nie ma. Ja swojej poprzedniej szukałem ponad pół roku a i tak kupiłem waloną ze skręconym licznikiem (świadomie, bo trzymała się kupy, a pozostałe, które widziałem, to naprawdę dramat).
Jak nie masz parcia, to takie okazje się trafiają. Np moja obecna - trafiła się z dnia na dzień. Kolega z klubu oddawał, chciał żeby poszła w dobre ręce. 116kkm przebiegu, wszystko od nowości w ASO, garażowana, zero rdzy.
Moment, fart, nie wiem co - bądź cierpliwy, oglądaj ogłoszenia, coś trafisz.
-
W skrócie, to przez 2,5 miesiąca odświeżałem ogłoszenia na telefonie patrząc czy wpadło coś nowego - stąd efekt. Samochód kupiłem 2 stacje metra od siebie - taki przypadek. Jeśli chodzi o dalsze wyjazdy to już nie praktykuję, bo nie mam czasu - najdalej było na Białołękę ;)
No i po obejrzeniu paru okazów z grubsza widać co jest dostępne i za ile. A im więcej niedociągnięć decydujesz się zaakceptować, tym łatwiej coś znaleźć. Można trafić coś super z tą poprawką, że super jest jak na wiek 20 lat - no i wtedy to nie jest stan katalogowy. Ja oceniłem możliwości rynku i samochód jest. Chciałem go nawet w "galerii" pokazać, no ale czasu nie ma i chyba nie będzie...
-
Nie odważyłem się na zakup zamiennika obecnego egzemplarza E11 - znalazłem blacharza, który po wielokrotnych prośbach - wciąż niechętnie - ale się ją zajął.
Znawcą nie jestem - ale wygląda to lepiej niż było - nie ma dziur no i kanapa nie trzeszczy.
(https://images91.fotosik.pl/408/ece5d27cad68d19amed.jpg) (https://images91.fotosik.pl/408/ece5d27cad68d19a.jpg)
(https://images91.fotosik.pl/408/cf1a85dbc28b6fb9m.jpg) (https://images91.fotosik.pl/408/cf1a85dbc28b6fb9.jpg) (https://images91.fotosik.pl/408/ca897c381784285cm.jpg) (https://images91.fotosik.pl/408/ca897c381784285c.jpg)
To tyle co mogłem dla tego zabytkowego pojazdu zrobić :) (za tydzień na liczniku przekręci się 400 k - 20 lat temu bym w to nie uwierzył :cheesy: ).
-
Super, że Ci się udało i poskładałeś karolkę do kupy :)
A podasz dla potomnych jaka to jest skala wydatków?
-
Jasne - podam wszystko - tylko nie wiem czy po takiej chwili szczerości ktoś będzie dalej czytać wypociny wariata :shock: - bo skala wydatków w porównaniu do wartości auta była chyba znaczna - ale wydaje się, że w takim przypadku inna być nie mogła :o .
Co było robione <kawusia> :
1. Nadkole wewnętrzne lewe tył - wycinanie i łatanie, wzmocnienie
2. Nadkole wewnętrzne prawe tył - wycinanie i łatanie, wzmocnienie
3. Próg tył lewy - wymiana + lakier + dodatkowe wzmocnienie pod lewarek
4. Próg tył prawy - wymiana + lakier + dodatkowe wzmocnienie pod lewarek
5. Prawy tył błotnik zewnętrzny dół (do wysokości szyby) - czyszczenie, zabezpieczenie, szpachlowanie, lakierowanie
6. Prawe drzwi dół (pod poziomem listewki) - czyszczenie, zabezpieczenie, szpachlowanie, lakierowanie
Punkty od 3 do 6 zostały zrobione tak przy okazji i tylko z tego powodu, że znalazłem człowieka, który chciał się zająć tym samochodem, więc robiłem tak naprawdę na zapas, bo boję się, że za 2 lata nikt już nie będzie chciał go ratować. Progi nie wyglądały jeszcze źle, zrobione teraz, bo robiłem też bok auta. Prawy bok samochodu 15 lat temu został zagięty i zarysowany przez szybką Skodę, która zmieniała pas nie patrząc, że ja nim jadę. Po tych kilkunastu latach szpachla się już odwarstwiła od blachy a moja dusza estety też zaczynała cierpieć, choć pewnie przy 20-sto letnim aucie już nie powinna.
Koszt prac: blacharka 1800 zł + malowanie 1000 zł = razem 2800 zł :song:.
Resztę zrobię i zabezpieczę sam - bo nieopatrznie Was zapytałem gdzie jeszcze E11 HB rdzewieje i tam zajrzałem - pod tylny zderzak - i faktycznie jak jest założony to nic nie widać a po jego zdjęciu można zobaczyć, gdzie czas wbijał i ciągle wbija swoje zęby w blachę.
Alternatywą był zakup innej sztuki E11 (lub innego auta) za podobną kwotę - wszystkie ogłoszenia i zdjęcia, na które patrzyłem opisywały te auta, jako niewymagające wkładu finansowego, bez rdzy lub jej nieznaczną ilością łatwą do opanowania no i z przebiegiem dwukrotnie niższym niż moje auto - ale bojaźliwy jestem i się nie odważyłem, ale myślę, że za 5-6 k zł (bo szacuję może 2-3 k ze sprzedaży auta sprzed naprawy i 3 k które wydałem na naprawę) nic lepszego niż to, co mam nie dostanę.
Szczęścia w lotto też nie mam, więc nie trafiłem na taką sztukę jak Ty ostatnio znalazłeś - napisz mdo jak Ci się sprawuje od czasu zakupu, coś robiłeś przy niej czy tylko paliwo lejesz, a no i po ile chodzą takie sztuki, jaki to rząd wielkości, jeśli to nie tajemnica handlowa :) .
-
Myślę, że udało Ci się zamknąć w całkiem przyjaznej kwocie :-)
Czy warto, to sam wiesz najlepiej - kilka lat spokoju ma swoją cenę i jeśli w mechanice grubsze tematy masz załatwione, to pewnie warto.
Co do mojej granatowej (a w zasadzie to ojca) - kosztowała równe 5 i nic a nic nie chcieli spuścić. Trochę drogo, bo po dziadkach samochody są strasznie zapuszczone i wcale nie idealne. Kwestie estetyki to sporo mojej pracy. Excel z kolei mówi że wydałem ponad 1,4 wymieniając wszystkie filtry, płyny (z wyjątkiem układu chłodzenia), paski osprzętu, świece, przewody hamulcowe, uszczelniając wydech itp. - część w warsztacie, część samodzielnie. Świeższy akumulator wstawiliśmy z własnych zasobów. Przed zimą warto byłoby nowe opony całoroczne założyć; na lepsze czasy czeka rozrząd ale silnik jest suchy więc nie ma się spieszyć.
Od spodu jest parę nalotów, którymi warto byłoby się zająć ale nie mam czasu... Ojciec już porysował karolkę w paru miejscach, więc pewnie we wrześniu do tego podejdę. Progi i nadkola wyglądają cały czas wzorowo i w tych sztukach co były na sprzedaż tak dobrych nie trafiłem. Natomiast co jest pod plastikami w bagażniku - czyli nadkola wewnętrzne jeszcze nie wiem, ale jestem dobrej myśli :cool:
Od zakupu ponad 4.000 km ma już przelatane i wszystko OK - oby tak dalej.
PS. ten blacharz to z okolic Warszawy może?
-
Czyli można powiedzieć, że cena zakupu auta to jedno a potem trzeba jeszcze prawie połowę wartości dorzucić, aby mieć taki stan, jakim chciałoby się jeździć - ale przy takim wieku auta to chyba normalne i jeśli zamierza się jeszcze długo jeździć to na pewno warto - wtedy wiesz co masz - też bym tak zrobił :).
Powiedz mi tylko jeszcze dlaczego zamierzasz się zająć rozrządem? Coś się dzieje i co konkretnie będziesz robić? Pytam, bo może żyję w błogiej nieświadomości ale ja przy swoim nic nie robiłem (żaden majster nigdy nie sugerował, aby coś z nim robić, a potoczna opinia mówi, że jest 'dożywotni' i jak nic się nie dzieje to nie naprawiać).
A blacharz z okolic Warszawy jest, tej zachodniej części. Jak będziesz chciał to podam Ci na PW namiar, tylko pewnie będziesz musiał go długo urabiać aby przyjął samochód - ja chciałem podstawić mu drugie 20-letnie auto do roboty ale nie udało mi się, tak długo mnie zwodził, że odpuściłem i zajął się nim kowal u mnie na wsi :).
-
Taka prawda - w starym samochodzie zawsze coś będzie nawet jeśli właściciel się "starał robić na bieżąco" ;)
Z rozrządem wszystko się zgadza - masz polifta i silnik vvti, który ma łańcuch. Ja mam przedlifta i rozrząd jest na pasku stąd będę musiał tego dopilnować.
Jeśli kontakt mógłbyś mi przesłać na PW to chętnie przyjmę! W tym momencie nic nie planuję, ale może po zimie będzie warto zrobić to i owo. Dziękuję! :)