Sprawa wygląda tak. Przepaliła mi się żarówka mijania. Zadzwoniłem na assistance z ubezpieczalni. Pomoc drogowa zadzwoniła do mnie i mi wmawiała, że w tym modelu to jest strasznie ciężkie do wymiany i trzeba demontować pół samochodu, i lampę ustawiać później, i uhuhu ohohu. Zadzwoniłem ponownie do ubezpieczalni i stwierdziłem, że w takim razie za co ja płacę.... Pani powiedziała, że się tym zajmie. Po 5 min dzwonił inny facet, już chętny do przyjazdu. Z racji tego, że przy okazji zamówiłem sobie night breakery, umówiłem się z nim na jutro. Auta i tak nie potrzebuje na gwałt. Zaglądałem tam pod maskę i nie za bardzo sam mogę dojrzeć tej żarówki bo mam osłony. Czy po zdemontowaniu osłon faktycznie tam jest jakaś wielka filozofia????