czy może być taki mój manewr, czy jednak źle robię i lepiej płacić za pełny przegląd?
Nie płacić, nie wiem jak to robią w Toyocie, ale w innej marce zweryfikowałem te ich ptaszki w liście po przeglądzie dużym i wyszły takie sprawy jak.
Nie wszędzie zaglądają, dużo zakładają po wieku auta i przebiegu (tyle to jeszcze pewnie OK i ptaszek), ptaszkują nawet to do czego nie zaglądali. Jak zweryfikowałem listę, to się okazało, że roboty jest tyle, iż jedna osoba w 2h nie jest w stanie tego wykonać. Przykłady: niby do czyszczenia zacisków zdejmowali wszystkie koła, a śladów brak. Zaglądali ile w skrzyni oleju, a śladów brak. Zaglądali do szczęk hamulcowych tył, a śladów brak. Także uważam, że strata kasy, wiedzą że przy gwarancji jak coś to i tak klient przyjedzie, a po gwarancji traktują po macoszemu. Więc lepiej zlecać to co się chce i omijać ich duże przeglądy jak się da, to jest dorabianie kasy dla nich. Ja byłem na przeglądzie autem dopiero co sprowadzonym, a oni pozakładali i odptaszkowali liczne sprawy.
Jak jest tanio to u nich wybrane kwestie, coś samemu tym bardziej jak kanał, no i coś w zaprzyjaźnionym warsztacie i będzie OK.
Bo kiedyś przy ewentualnej sprzedaży auta, serwisowanie w ASO to może być mocny argument.
Dla mnie to nie jest już do końca wyznacznik, tym bardziej jak producent uprawia jakieś chore LL. Książka owszem, ale z fakturami gdzie widać dokładniej co było robione, co wsadzane i co zalewane.
W książce serwisowej mam wbite pieczątki i informacje o wykonanym przeglądzie.
Też mam taki warsztat, mają jakieś zgody i stemplują 2 czy 3 marki, ale ktoś powie "ale to nie ASO Toyoty stempelek.
Czasem można się spotkać z sytuacją, że jak ma się swoje graty, lub nie bierze się ich tej listy, to mogą być wyższe ciut ceny robocizny.