Generalnie można ładować aku bez odpinania klem, także przez złącza pod maską, byle ładowarka była w miarę nowoczesna, sprawna - przede wszystkim z kontrolą napięcia podczas poszczególnych faz ładowania. Wtedy nie będzie problemu, choć niekoniecznie akumulator zostanie naładowany "pod korek", bo współczesne ładowarki mikroprocesorowe raczej podchodzą do ładowania z dużym marginesem bezpieczeństwa. Często kończą ładowanie zanim gęstość elektrolitu osiągnie optimum, bo priorytetem dla nich jest nieprzekraczanie zadanego przez producenta napięcia.
Rzecz w tym, że pełne, 100% naładowanie aku kwasowo-ołowiowego wymaga przekroczenia napięć, przy jakich standardowo pracuje instalacja samochodu, a więc ponad 16V. W naszym przypadku fabrycznego aku YUASA 345LN1-MF należy wtedy także odkręcić korki odpowietrzające i kontrolować poziom elektrolitu w czasie jego wymieszania/gazowania. Krótko mówiąc - takiego ładowania nie robiłbym na aku wpiętym w instalację, tylko na zewnątrz, pod kontrolą i przede wszystkim wiedząc co i dlaczego robię.
Teza, że ładowarką się nie da naładować na 100% a prostownikiem tak, to duży skrót myślowy, ale dużo racji w tym jest. Można oczywiście podpinać ładowarkę pod maskę i doładowywać co jakiś czas. Jest to jak najbardziej OK. Jednak porządne ładowanie, nazwijmy je "serwisowe" (także z użyciem trybów regeneracji dostępnych w ładowarkach) należy uskutecznić poza autem ze względu na choćby niewielką potencjalną możliwość, że wrażliwa elektronika auta może na tym ucierpieć. Nie musi, ale może.