Aby zdiagnozować błędy silnika, potrzebujemy mały drucik i w złączu diagnostycznym łączymy E1 i TE1 (patrz foto poniżej)...
Nie negując bynajmniej skuteczności powyższej metody, jako elektronikowi z zawodu, to liczenie błyśnięć jakiejś lampki wydaje się być idiotyczne z założenia. Domyślam się więc, że istnieje bardziej efektywna metoda. Wystarczyłoby jedynie mieć:
a) złącze "męskie" pasujące to tego "żeńskiego" znajdującego się w samochodzie,
b) jakiś interfejs prawdopodobnie na port szeregowy COM (bo tak jest w innych tego typu urządzeniach obsługujących samochody innych producentów, jak i dlatego, że w latach 90-tych nie istniał jeszcze port USB),
c) jakieś banalne oprogramowanie do zainstalowania na komputerze.
Czy ktoś słyszał więc, albo czytał o takim interfejsie?